Popularne tagi
Tagi

Józef Pluciński

Józef Pluciński

     Józef Pluciński urodził się 17 marca 1900 roku w Pruchnowie pow. Gniezno jako siódme z kolei dziecko rodziców; Szczepana i Pelagii z domu Nowak. Miał dziewięcioro rodzeństwa

Feliksa ur. w 1884 r. (zginął w kopalni Bochum Niemcy) Cecylię ur. w 1886 r. (zmarła przy porodzie) Ignacego ur. w 1888 r. (zginął na froncie francuskim) Władysława ur. w 1890 r. (zginął na I wojnie światowej) Wiktorię ur. w 1894 r. (zmarła w 1983 r.) Wincentego ur. w 1898 r. (zginął na froncie francuskim) Onufrego ur. w 1902 r. (żołnierz gen. Maczka zm. 1969 r.) Michała ur. w 1903 r. (zmarł w 1979 r.) Katarzynę ur. w 1908 r. (zmarła w 1985 r.

Józef ukończył siedem klas szkoły powszechnej, po czym jako 14 letni chłopiec zaczął pracować w majątku dziedzica w Sulinie pow. Gniezno, najpierw w charakterze robotnika, później tzw. kuczera. Ta druga praca była już lżejsza i bardziej nobilitująca, gdyż polegała na wożeniu powozem całej rodziny dziedzica. Powozy ówczesne były eleganckie i pochodziły z wytwórni w Pniewach. Również specjalne ubiory woźniców prezentowały się całkiem nieźle i były inne na lato i zimę

To lepsze życie nie trwało jednak długo, gdyż w marcu 1918 roku (zaraz po ukończeniu pełnoletności) został zmobilizowany do armii niemieckiej i skierowany do miejscowości Szczecin Głębokie (Glambecksee). Przeszkolenie trwało około pół roku, po czym w październiku wyjechał na urlop w rodzinne strony z pełnym wyposażeniem (w tym również karabin).

Urlop otrzymał nagrodę za dobre wyniki w szkoleniu bojowym. W szczególności wyróżniał się w szermierce (tzw. fechtunek) prowadzonej na karabiny zakończone bagnetami, którą często musiał demonstrować przed całym oddziałem. W tym czasie w poznańskim przygotowywano się już do Powstania i każdy mężczyzna, tym bardziej z bronią, był postrzegany na wagę złota. W związku z tym Józef postanowił porzucić zaborcze wojsko niemieckie i przystąpić do oddziału powstańczego w okolicach Kłecka, którym dowodził ppor. Rogalski. Tak więc mundur niemiecki zastąpił mundurem żołnierza wielkopolskiego (nie zmienił tylko karabinu)

Rejonem działań powstańczych jego oddziału były miejscowości: Kłocko, Kiszkowo, Murowana Goślina, Strzałkowo, Kiekrz, Mosina. Powstanie rozpoczęte głównie przez młodzież 27 grudnia 1918 roku wbrew Naczelnej Radzie Ludowej, objęło wiele miast. Do 16 stycznia 1919 roku pod dowództwem majora S. Taczaka osiągnęło decydujące sukcesy militarne i polityczne (historyczny marsz w kierunku Kargowej, wytyczający kierunek powrotu Polski na linię Odry). Od 16 stycznia 1919 roku dowództwo przejął generał J. Dowbór – Muśnicki. W połowie stycznia nastapiła ofensywa niemiecka (klęska powstańców pod Szubinem i zwycięstwo pod Osieczną). Walki zakończył 16 lutego 1919 r. rozejm w Trewirze i wzdłuż granic terenów wyzwolonych przez wojska powstańcze wytyczono linię demarkacyjną. W powstaniu wzięło udział około 17 tys. ochotników; w walkach zginęło około 2 tys. powstańców, a około 6 tys. odniosło rany

Po wyzwoleniu się Wielkopolski spod zaboru pruskiego, Józef Pluciński pozostał w wojsku polskim w jednostce, która stacjonowała na Cytadeli Poznańskiej. Po powrocie Armii Polskiej z Francji, której dowódcą był gen. Józef Haller (1873 1960) siły wojskowe w Polsce zostały połączone i na przełomie 1919/1920 r. zaczęły się działania wojenne o niepodległość na froncie wschodnim przeciwko Armii Czerwonej. Józef znalazł się ze swoim pododdziałem wchodzącym w skład 4 armii w rejonie Mińska na Białorusi. Z uwagi na panujący głód i brak możliwości przestrzegania i zachowywania elementarnych zasad higieny osobistej, a także na plagę wszy odzieżowej, w pododdziale Józefa zaczął panować dur brzuszny (tyfus). Nie ominął on również Plucińskiego, który właśnie ze szpitala polowego nr 5 stacjonującego z wojskiem w Mińsku przesłał rodzinie swoje zdjęcie z krótkimi pozdrowieniami z dnia 20.07.1920 r

Po wyzdrowieniu, jeszcze bardzo osłabiony dołączył z resztą żołnierzy do swojego oddziału i razem z 16 dywizją piechoty, trafił w okolice Warszawy, a później nad Wieprz. Główne działania wojenne rozegrały się w dniach 14, 15 i 16 sierpnia 1920 roku. Z późniejszych opowiadań Józefa w zaciszu domowym wynikało, że przez te trzy dni Armia Polska pogoniła bolszewików znad Wisły ponad 100 km na wschód. Jednakże to jeszcze nie był koniec wojny, gdyż ciągle napotykano mniejsze lub większe oddziały wroga błąkające się po lasach i drogach, usiłujące  przedrzeć się na wschód do swoich.

Jednym z ulubionych, bo nie pozbawionych dramaturgii wątków opowieści Józefa po latach o tych wydarzeniach był epizod jaki wydarzył się w czasie zwiadu patrolowego, w którym brał udział. Otóż wyznaczony przez dowódcę pododdziału wraz z kilkoma jeszcze żołnierzami do dokonania rekonesansu pewnej miejscowości do której zmierzało wojsko, przeżył chwile grozy: Było to mniej więcej tak: gdy patrol, w którego skład wchodził Józef dochodził już na skraj lasu okalającego miejscowość, nagle ni stąd ni zowąd rozległy się serie z karabinów maszynowych przeciwnika. Ponieważ wcześniej nic nie wskazywało na taki rozwój wypadków, żołnierze kompletnie zaskoczeni zamarli w bezruchu. Pierwszy ocknął się Pluciński i uciekając tzw. slalomem zdołał jako jedyny uniknąć kul wroga i dotrzeć do swoich. Tylko dzięki swojemu refleksowi mógł doświadczyć cudu przeżycia i wybrnięcia bez zadraśnięcia z takich opałów. Po ustaniu walk na froncie wschodnim i powrocie z wojny bolszewickiej, Józef nadal służył w armii, ale został przydzielony do jednostki łączności telegraficznej. Była to 10 kompania telegraficzna, w której później dowodził 3 plutonem jako st. Strzelec do zakończenia służby w 1922 roku

W międzyczasie rodzice Józefa z całą rodziną przeprowadzili się do wsi Jedwabno pow. Toruń. Tam właśnie po powrocie z wojska na majątku w charakterze robotnika pracował Józef Pluciński do 1929 roku. W tym czasie poznał swoją przyszłą żonę Klarę, z którą zawarł związek małżeński w 1926 v roku w Młyńcu pow. Toruń. Ponieważ na świat zaczęły przychodzić dzieci, Józef chcąc poprawić swój byt, zatrudnił się na kolei w Toruniu (1929 1931), gdzie mieszkał kątem u znajomego kolejarza.

W roku 1931 przeniósł się do pracy w Zarządzie Miejskim – oddział drogowy gdzie pracował z przerwami, aż do wybuchu II wojny światowej w 1939 r. Po urodzeniu się drugiego dziecka w 1930 roku nie chcąc mieszkać samotnie z dala od rodziny (z Torunia do Jedwabna jest około 15 km), wynajął mieszkanie dwuizbowe bez łazienki i ubikacji od krawca żydowskiego Runka posiadającego swój dom przy ul. Małe Garbary 13 w Toruniu. Ponieważ mieszkanie było zimne i bez wygód (kuchenka za przepierzeniem w jednym z pokoi), a czynsz wysoki, Józef wraz z żoną zdecydował się na budowę własnego gniazda, gdy tylko nadarzyła się taka okazja. Stało się to możliwe w 1935 r., gdy władze miasta zezwoliły na budowanie skromnych domków jednorodzinnych systemem gospodarczym w dzielnicy Kozackie Góry na peryferiach Torunia. Wiosną 1936 roku mieszkał z całą rodziną już na swoim. Ciężko się żyło w II R.P., szczególnie gdy brakowało pracy. W tych trudnych chwilach pomagała Józefowi liczna familia zamieszkała w podtoruńskich wsiach. 

Tydzień przed wybuchem II wojny światowej (dn. 28.08.1939 r.) 39 letni Józef Pluciński został zmobilizowany i przydzielony zgodnie ze swoją specjalnością wojskową do 8 pułku łączności (8 DOK). Jednostka stacjonowała w tym czasie w jednym z fortów na Podgórzu dzielnicy Torunia. W sąsiedztwie mieściła się toruńska radiostacja. Po wybuchu wojny w dniu 1 września 1939 roku wszelki słuch o Józefie zaginął. Dopiero w listopadzie 1939 roku przesłał do rodziny równolegle 2 kartki pocztowe tej samej treści, (aby zwiększyć prawdopodobieństwo dotarcia ich do celu) z wiadomością, że żyje i jest w niewoli niemieckiej. Wyjaśniał w nich (kartkach), że został najpierw wzięty do niewoli rosyjskiej dnia 19.09.1939 r. (w Stanisławowie), a później w ramach wymiany jeńców pomiędzy Z.S.R.R a Niemcami, trafił do Stalagu VIII C w Żaganiu. (Numeracja Stalagów była ściśle związana z numeracją niemieckich okręgów wojskowych. Było ich XX natomiast na terenach zdobytych, numery zaczynały się od XXI – wyjaśnienie autorów tego opracowania). Ośrodek i punkt wymiany jeńców znajdował się wówczas w Radomiu, skąd zostały wysłane obie kartki (w przeciągu dwóch dni). Wiadomość (tym razem list) trafiła do rodziny w Toruniu w grudniu 1939 r. już ze Stalagu VIII A w Zgorzelcu, gdzie otrzymał numer jeniecki: 3769/VIII A

Zgodnie z regulaminem obowiązującym w tym obozie, korespondencja mogła być prowadzona tylko na znormalizowanych wzorach (drukach), które dodatkowo na odpowiedź były zawsze dołączane do każdego listu. Częstotliwość wymiany korespondencji wynosiła 1 raz w miesiącu (w obie strony), natomiast paczki można było wysyłać 1 raz na kwartał. Z późniejszych opowiadań (tego w listach nie mógł pisać, były cenzurowane) Józefa wynikało, że kilkakrotnie był nagabywany przez władze obozowe, które proponowały mu wprost (znał doskonale język niemiecki), aby zaczął pracować dla Niemiec w zamian za wcześniejsze zwolnienie z obozu.

Pluciński będąc oczytanym człowiekiem, nie godził się na takie rozwiązanie, podpierając się obowiązującą wówczas Konwencją Genewską, która zabraniała wykorzystywać jeńców wojennych do pracy. Józef będąc początkowo w niewoli rosyjskiej, mimo przebywał tam krótko (zaledwie kilka tygodni), to wystarczyło, aby nabawić się choroby reumatycznej. Sprzyjały temu wyjątkowo podłe warunki w jakich jeńców przetrzymywano. Przede wszystkim jeńcy do czasu wybudowania sobie prymitywnych schronień, koczowali pod gołym niebem, a był to przecież październik i listopad. Gromadzili się na wzniesieniach, aby nie stać w wodzie deszczowej, która raz po raz nawet zamarzała. Bywało i tak, że w czasie ulewnego deszczu, którego o tej porze roku wcale nie brakowało, spali na stojąco w grupach, opierając się o siebie, unikając w ten sposób leżenia bezpośrednio na gołej nasiąkniętej wodą ziemi. Właśnie reumatyzm stawów nazywany przez Niemców Gelenk Rheumapowodował, Józef często przebywał w izbie chorych, gdzie przy okazji pełnił funkcję tłumacza szczególnie podczas wizyt lekarskich. Ponieważ choroba Józefa Plucińskiego nie rokowała rychłego wyzdrowienia, a co za tym idzie był mało przydatny w obozie, władze obozowe zdecydowały przenieść go z dniem 10.12.1940 roku do Stalagu XXI A w Schildbergu (Ostrzeszów)„.

Był to obóz przejściowy, z którego zwalniano jeńców do domu. W taki to sposób Józef, po prawie półtorarocznej tułaczce znalazł się 12.12.1940 r. w domu z orzeczeniem stałego inwalidztwa. Ponieważ nie mógł pracować, otrzymał skromną rentę inwalidzką. W lutym 1941 roku otrzymał również jednorazową zapomogę pieniężną z Opieki Społecznej w Ostrzeszowie. To jednak nie wystarczyło do utrzymania 5 osobowej rodziny ( w kwietniu 1939 r. przyszło na świat 3 dziecko syn Marceli), dlatego żona Józefa, Klara zmuszona była pracować dorywczo u znamienitszych Niemców jako pomoc domowa, a Józef dorabiał szyciem czapek zimowych, którego to fachu nauczył się w obozie. W drugiej połowie wojny zaczął również pracować najstarszy syn Józefa, Antoni u polskiego ogrodnika. W związku z tym życie rodzinie Józefa mogłoby upływać w miarę (jak na okres wojny), spokojnie i niegłodowo, gdyby nie jeden drobny szczegół.

Otóż żona Józefa Klara posiadała rodowe nazwisko typowo niemieckie; Fröhlich mimo, jej ojciec Robert zawsze czuł się Polakiem i z Niemcami nigdy nie sympatyzował. Powyższy fakt władze niemieckie koniecznie chciały wykorzystać do zniemczenia rodziny Józefa. W tym celu Józef z całą rodziną kilkakrotnie był wzywany do Urzędu Osiedlowego na rozmowy. Rozmowy zwykle odbywały się w Komendzie Policji na bydgoskim przedmieściu w Toruniu. Pluciński jako głowa rodziny zawsze kategorycznie odmawiał podpisania jakiejkolwiek listy. Nie pozwalało mu na to wychowanie w duchu głębokiego patriotyzmu do Ojczyzny jakie wyniósł z ubogiego rodzinnego domu. Nie załamał się nawet, gdy w końcu kazano mu podpisać oświadczenie, że nie będzie rościł żadnych pretensji, gdy jemu lub jego rodzinie stanie się jakaś krzywda. W efekcie takiej, a nie innej decyzji, podjętej przez Józefa, jego dom zaczęły często odwiedzać w dzień, a nawet w nocy patrole niemieckie, myszkujące po wszystkich zakamarkach szukając czegokolwiek podejrzanego. Mimo tej gehenny trwającej dosyć długo, Józef nie załamał się.

Finałem całej tej historii wojennej Józefa było spalenie jego domu (który tak mozolnie budował) przez uciekających już z Torunia Niemców t.j. około 20 stycznia 1945 roku. Przy okazji spalono kilkanaście sąsiednich domków, które budowane głównie z drewna i trzciny, płonęły jak pochodnie. Na opuszczenie i zabranie niezbędnych rzeczy dano mieszkańcom około 2 godziny. Konkretnej przyczyny tej pożogi nie ujawniono, a domysły były różne, jednak niczym nie potwierdzone

Józef wraz z całą rodziną zabrał w pośpiechu niezbędne tylko rzeczy (w tym pierzyny do spania i ciepłą odzież był styczeń) i przeniósł się tymczasowo do schronu ziemnego w ogrodnictwie p. Romanowskiego. Tam w niezmiernym tłoku i zaduchu cała rodzina spędziła kilka dób. Tylko dzięki odwadze i dobrej znajomości języka niemieckiego żony Klary, która udała się do biura Komendanta garnizonu niemieckiego, rodzina uzyskała pozwolenie na zasiedlenie mieszkania opuszczonego przez rodzinę niemiecką przy ul. Słowackiego 67 m 17 w Toruniu. Do tego szczęśliwego zbiegu okoliczności przyczynił się zapewne fakt, że było to tuż przed wyzwoleniem Torunia przez Armię Radziecką w dniu 1 lutego 1945 roku. W tym mieszkaniu (2 pokoje, kuchnia i przedpokój, bez łazienki ubikacja wspólna na korytarzu), Józef wraz z rodziną mieszkał do swojej śmierci w 1975 roku

Po wyzwoleniu starał się o pracę m.in. na kolei, ale znalazł w końcu w 1946 roku w Toruńskiej Fabryce Wodomierzy, gdzie przepracował jako magazynier, później portier, do emerytury w 1965 roku. Później w charakterze stróża tej samej firmy jeszcze przez kilka lat dorabiał do skromnej emerytury. Niedługo dane było Józefowi cieszyć się z zasłużonego odpoczynku po tych wszystkich przejściach i długotrwałej nienagannej pracy. Surowe, wręcz nieludzkie warunki w jakich przyszło mu żyć już w młodym wieku; najpierw ciężka praca w wieku 14 lat, później wojsko i powstanie Wlkp., wojna bolszewicka, II wojna światowa, w końcu obóz jeniecki, a także przebyte ciężkie choroby, dały w efekcie znać o sobie. Jednym miłym akcentem z tego ostatniego okresu, była pamiątka ze Stalagu VIII A w Zgorzelcu w postaci portretu Józefa, namalowanego węglem przez współtowarzysza niedoli Belga Nicka Helpa, z którym wrócił do domu i który wisi na poczesnym miejscu mieszkania do dzisiaj

W styczniu 1971 roku Józef doznał poważnego wylewu krwi do mózgu, z którego już się nie podniósł. Ostatnie swoje lata życia, sparaliżowany do połowy, spędził na wózku inwalidzkim, znosząc chorobę z godnością

Dopiero teraz władze Polski Ludowej przypomniały sobie o żołnierzu bez orderów. Najpierw Uchwałą Rady Państwa z dnia 3 kwietnia 1974 roku, Józef Pluciński odznaczony został Wielkopolskim Krzyżem Powstańczym, a później na trzy miesiące przed śmiercią Uchwałą Rady Państwa z dnia 19 lutego 1975 roku Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski

Józef Pluciński zakończył życie w dniu 13 maja 1975 roku i został pochowany na cmentarzu im. Św. Jerzego w Toruniu

 

Informacje otrzymaliśmy od synów Pana Plucińskiego.